Powinnas znalezc sobie idola, który żyje...
09:57Od dawna przymierzałam się do pierwszego posta. Stwierdziłam, że jak nie wiem co napisać to po prostu nie będę tego robić. Tak więc jestem tutaj teraz z pierwszym postem, który miał być pewnie dziesiąty z mojej listy Mądrych Pomysłów Na Posty.
Zacznijmy od początku. Tak, jestem fanką i mam idola. I czuje się z tym fantastycznie. Na tym mogłabym skończyć, bo pewnie myślicie " o super! świetnie mieć idola ja także mam/ chcialalbym miec!" Niestety mimo, że większość ludzi raczej jest nastawiona, że posiadanie jakiegoś autorytetu i ulubionego gwiazdora to pozytywna sprawa niektórzy tego faktu nie doceniają.
Moim idolem jest Michael Jackson, kiedyś wydawało mi się, że jeśli jest tak bardzo popularny to wszyscy go uwielbiają. No nie. Wiele razy przeczytałam o nim jakieś wymyślone i okropne plotki czego to on nie robił i jakim dziwakiem on nie był. Niemniej jednak to nie wywierało to na mnie tak wielkiego wrażenia, bo media wykreowały go przez jakiś pryzmat kontrowersji jakie wzbudzał wyglądem czy zachowaniem...
To co stworzyły media napewno nie można nazwać Michaelem Jacksonem jakim był naprawdę (tak, tak wiem co sobie myślicie "a ty go znałaś osobiście?!"), ale wystarczy poczytać o nim na niezależnych stronach bądź grupach fanów i wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane oczywiście, jeśli podejdziecie do tego z głową otwartą na nowe perspektywy, a nie informacjami od mediów. I to jest ogólna zasada nie tylko o MJ, ale o innych osobistościach. WARTO WIEDZIEĆ COŚ WIĘCEJ NIŻ TO CO ZOSTAŁO PODANE NAM PRZED NOS.
Okay, ale jak wiecie jeśli macie idoli/osoby które są dla was ważne zdaża się usłyszeć od osoby, która stoi obok ciebie twarzą w twarz i nawet może jest twoim kolegą / twoją koleżanką coś czego nigdy byście nie chcieli usłyszeć. Coś co znieważa twoje poglądy na temat danej osoby, twoje wizje, twój cały świat.
Ja poza tym, że usłyszałam, że MJ się wybielał, bo nie chciał być czarny to zostało wypowiedziane zdanie, które właściwie mnie trochę zszkowało i po raz kolejny utwierdziło w przekonaniu, że dzisiejsza młodzież ( Ala, ty cholerna 16-letnia starucho) nie ma żadnych większych wartości, żadnych autorytetów nic co mogło by polepszyć ich perspektywe na świat, zrobić coś więcej, wyjść spoza schematu bycia zwykłym nastolatkiem, który siedzi całymi dniami na Facebooku, chodzi na jakieś szemrane imprezy, pali, pije i Bóg wie co jeszcze robi) no i w tym, że czuje się pośród nich jak kosmitka.
" Alicja, powinnaś znaleźć sobie idola, który żyje" - tak to usłyszałam.
Od razu pomyślałam " ok, ale jakie to ma znaczenie czy żyje czy nie" drugą myślą było, "a ty jakiego masz idola? Bo z tego co wiem co tydzień nowego.".
Jak dla mnie idol to ktoś kogo się podziwia i kocha bezwarunkowo. Nawet, jeśli nie żyje.
Idola się nie zmienia co kilka dni. Jeśli tak jest to na pewno idol to nie był.
Nie wiem co myślą tacy ludzie, którzy sami nie reprezentują sobą nic szczególnego nie mają żadnej wiedzy na konkretny temat, a oceniają i narzucają komuś swoje płytkie i nieprzemyślane opinie.
Może się wydać że robie z igły widły, ale myślę że osoby które są wrażliwe i intorweryczne to zrozumieją. Każdy kto jest zagubiony i poszukuje drogi do odnalezienia samego siebie na pewno ma jakiegoś idola, jakiś autorytet. I to boli, kiedy ktoś z niego drwi.
A ty masz jakiegoś idola? Co sądzisz o osobach, które je mają?
2 komentarze
Bardzo mądrze napisałaś. Nie ma różnicy, czy idol żyje czy nie, bo jeśli go podziwiamy to zawsze. Co prawda nie będziemy mieć już możliwosci usłyszeć go na scenie, ale to, że ktoś odchodzi nie jest powodem do przestania bycia fanem.
OdpowiedzUsuńA ludzie są okrutni i to co mówią nie znając się boli.
A ja też mam idola, tego samego co ty.
-"Czego słuchasz?"
OdpowiedzUsuń-"Michaela Jacksona! :D"
-"Przecież on nie żyje! :o"
czyli typowa wymiana zdań...
Świetnie ujęłaś ten temat! :)